Wyobraź sobie: jeden lodowiec, a może wywołać globalny kataklizm. Czy słyszałeś o Lodowcu Thwaitesa, nazywanym przez naukowców "Sądnym Dniem"? Jego stopienie może podnieść poziom mórz o ponad pół metra, co na zawsze zmieni oblicze naszej planety. Właśnie teraz międzynarodowa ekipa badaczy pracuje nad pomysłem, który brzmi jak science-fiction, ale może być naszą ostatnią deską ratunku.
Czy podwodny "zasłon" zatrzyma topnienie?
W sercu Antarktydy, tam gdzie lód spotyka ocean, toczy się cicha wojna. Lodowiec Thwaites, jeden z największych i najbardziej niestabilnych na świecie, topnieje w zastraszającym tempie. Ciepłe prądy morskie podmywają jego podstawę, pogłębiając problem z każdym dniem. Ale co jeśli moglibyśmy go powstrzymać? Właśnie nad tym pracują naukowcy, którzy zbliżają się do brzegu lodowca z zaawansowaną technologią.
Dokładne pomiary kluczem do sukcesu
W tym miesiącu zespół badawczy montuje czujniki wokół i wewnątrz samego lodowca Thwaites. Część ekipy zmuszona jest opuścić światłowodowy kabel przez blisko kilometrową dziurę wywierconą w lodzie Dziś, docierając do miejsca, gdzie woda podmywa lodowiec od spodu. Jednocześnie inna grupa, pracująca z pokładu południowokoreańskiego statku badawczego RV Araon, planuje zrzut kolejnego kabla, po którym robot będzie schodzić do dna morskiego.
Dane zebrane przez te czujniki w ciągu najbliższych dwóch lat mają wypełnić nieznane luki w naszej wiedzy o Thwaites. Ale to nie wszystko, co planują naukowcy.
Podwodna bariera: ambitny plan ochrony
Koncepcja polega na stworzeniu gigantycznego podwodnego "zasłonu" – naturalnej lub technologicznej bariery, która zablokowałaby napływ ciepłych wód oceanicznych do podstawy lodowca. Mówimy tu o konstrukcji sięgającej nawet 150 metrów wysokości i 80 kilometrów długości. Czy taki "zażart" jest w ogóle możliwy do zbudowania?
Pomysł zakłada, że gdyby naturalna "zapora" (morena) była wyższa, mogłaby skutecznie zablokować ciepłe prądy. Naukowcy analizują prędkość prądów i temperaturę wody, by zasymulować, czy taki gigantyczny "zasłon" u szczytu moreny mógłby odwieść ciepłą wodę od dna lodowca.
Jak podkreśla David Holland, klimatolog z New York University i członek projektu Seabed Curtain: "Warunki lokalne są w tak delikatnej równowadze, że działamy 'na ostrzu noża'". Wierzy, że ingerencja może zmienić los lodowca.
Od szalonych pomysłów do inżynierii klimatycznej
Kilka lat temu projekt podwodnej ściany był marginalną ideą. Teraz jednak coraz więcej naukowców uważa celowe interwencje klimatyczne za nieuniknione, zwłaszcza że globalne wysiłki na rzecz dekarbonizacji idą zbyt wolno. Projekt "zasłonu" i inne podobne inicjatywy zebrały już miliony dolarów.
- Inżynieria klimatyczna, która obejmuje usuwanie dwutlenku węgla czy rozpylanie aerozoli w stratosferze, nabiera zwolenników.
- ONZ ostrzega, że w ciągu dekady temperatury mogą przekroczyć ustalony przez Porozumienie Paryskie próg 1,5°C.
- Energia i bezpieczeństwo stały się priorytetem, co spowolniło transformację energetyczną.
Marianne Hagen, były wiceminister spraw zagranicznych Norwegii, przyznaje, że długo uważała geoinżynierię za "science-fiction". Jednak wojna na Ukrainie zmieniła jej perspektywę. "Znalazłam się w obozie Johna [Mura – pomysłodawcy projektu] głównie z desperacji," mówi. W 2024 roku została współkierowniczką projektu "Zasłon".
Zagrożenie znane jako "cena bezczynności"
Inne grupy badawcze pracują nad równie ambitnymi pomysłami. Jedna z nich bada możliwość "zamrożenia" Thwaitesa do podłoża skalnego poprzez odpompowywanie topniejącej wody spod jego podstawy. Inna próbuje wstrzykiwać wodę morską na arktyczne lody, aby je wzmocnić.
Naukowcy są zgodni: bez interwencji, odwrót Thwaitesa przyspieszy w nadchodzącym stuleciu. A przecież ten lodowiec działa jak korek dla Zachodnioantarktycznej płyty lodowej, która zawiera wystarczająco dużo wody, by podnieść poziom mórz o prawie 5 metrów!
Koszt lokalnych interwencji, jak zapewniają ich zwolennicy, blednie w porównaniu z ceną budowy zapór wokół metropolii. Szacuje się, że postawienie "zasłonu" mogłoby kosztować 40-80 miliardów dolarów. Adaptacja do podniesienia poziomu morza to z kolei ok. 40 miliardów dolarów rocznie. Tak czy inaczej, będziemy musieli coś budować, aby walczyć z morzem.
Krytyka i etyka: czy geoinżynieria rozwiąże problem?
Jednak nie wszyscy podzielają ten entuzjazm. Wielu naukowców nadal jest przeciwnych propozycjom geoinżynierii, twierdząc, że są one techniczną niemożliwością, zbyt drogimi i potencjalnie szkodliwymi dla ekosystemów. Główny argument: są one niebezpiecznym odwróceniem uwagi od dekarbonizacji.
Ted Scambos, glacjolog, który kierował ważnym amerykańsko-brytyjskim badaniem Thwaitesa, jest teraz stanowczo przeciwny. "Absolutnie nie powinniśmy finansować ani wspierać wysiłków, a nawet testów metod łagodzenia utraty lodu. Zamiast tego badania powinny pozostać skoncentrowane na redukcji zużycia paliw kopalnych" – pisze.
Zwolennicy geoinżynierii uważają takich przeciwników za krótkowzrocznych. "Po prostu dokumentowanie zmian kryosfery jest jak wybieranie najlepszego miejsca na 'Titanicu', by posłuchać ostatniej melodii orkiestry, podczas gdy statek idzie na dno. Badanie interwencji geoinżynieryjnych to wodowanie łodzi ratunkowych" – mówi John Moore.
Nawet jeśli dekarbonizacja nastąpi jutro, niekoniecznie uratuje to Thwaitesa przed kolapsem. Jak daleko jesteśmy gotowi się posunąć, by zachować lodowce w znanym nam kształcie, podczas gdy świat pracuje nad dekarbonizacją? To pytanie pozostaje otwarte.
David Holland jest jednak gotów przewidzieć wynik tej debaty: "Przenieśmy się o 1000 lat w przyszłość – Ziemia będzie geomodyfikowana. Cały klimat będzie regulowany jak w 'inteligentnym domu', bez pytań. Jeśli ludzkość przetrwa, po prostu to zrobi."
Co Ty o tym myślisz? Czy ambitne plany ratowania lodowców mają sens, czy są szalonym ryzykiem?